"Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, od strachu ratuje nas tylko" – no właśnie. Czy na pewno wszyscy? Dziękujemy Defekt Muzgó za możliwość Petycje przeciwko ubojowi i wywozu polskich koni na rzeż podpisało 24 492 osoby to dane z dzisiejszego poranka!!!!! W kraju, w którym uprawnionych do podpisywania wszelkich aktów prawnych jest 30 732 398 (ponad trzydzieści milionów) List otwarty w sprawie koni z Morskiego Oka. 149 likes. List został przeniesiony na stronę www.ratujkonie.pl (do znalezienia również na FB na stronie Kampanii przeciwko transportowi i ubojowi koni) PILNE! Kolejny koń przewrócił się podczas pracy w Tatrach. Tym razem w Dolinie Chochołowskiej, 8 lipca 2020 roku. Tego dnia było bardzo parno i choć Morskie Oko: protest przeciwko transportowi konnemu. "Wygoda kosztuje życie" Ostatnia aktualizacja: 24.08.2014 17:00 Demonstracja odbyła się w Warszawie. - Podejmujemy próbę opracowania nowej ustawy o ochronie zwierząt - zapewniał demonstrujących dzisiaj w stolicy wiceminister kultury Krzysztof Czabański. Kolejna aktorka - Anna Powierza wspiera akcję przeciwko wywozowi koni i kurcząt jednodniowych z Polski do Japonii! Jeśli podpisaliście już petycję - http://r Klacz czeka leczenie. Jest w dobrych rękach końskiej grupy Viva!, która zajmie się jej powrotem do zdrowia. Szczegółowe informacji o koniu będą publikowane na portalu „Kampania przeciwko transportowi i ubojowi koni”. My również będziemy informować! Już wiemy, że jest po zabiegu i że zachowuje się już znacznie lepiej. Zobacz najciekawsze publikacje na temat: meleksy do morskiego oka. "Nigdy więcej śmierci konia na trasie do Morskiego Oka". Akcja internautów już w niedzielę 28 . Nie będzie blokady drogi 7.3K views, 318 likes, 52 loves, 8 comments, 63 shares, Facebook Watch Videos from ratujkonie.pl: W czasie deszczu dzieci się nudzą. Ale za to po deszczu :) Spójrzcie jak nasz Szafirek cieszy się, KEuA6S0. Chcesz pokazać dziecku jak wygląda zebra? Nic trudnego! Wystarczy trochę farby, pędzel i już kucyk staje się innym zwierzakiem. A może będzie teraz tygrysem? No ty już! Malujemy na koniku tygrysie prążki. Tak pod opieką rodziców "bawiły się" dzieci. Hotel Pałac Alexandrinum to czterogwiazdkowy ośrodek położony niecałe 40 kilometrów od Warszawy w miejscowości Krubki-Górki, w powiecie wołomińskim. W sobotę, 1 czerwca, zorganizował dla dzieci wiele atrakcji z okazji Dnia Dziecka. Jedną z największych było malowanie żywych kucyków farbami i "przerabianie" ich na inne zwierzęta. Pracownicy hotelu byli bardzo dumni ze swojej kreatywności i pochwalili się sesją fotograficzną na stronie facebookowej hotelu. Teraz gorzko tego żałują. "Dzieci nauczyły się, że zwierzęta to zabawki" Zdjęcia wymalowanych farbkami koni udostępniono na profilu "Kampania przeciwko transportowi i ubojowi koni". "Dzień Dziecka w Hotel Pałac Alexandrinum... Dzieci nauczyły się, że zwierzęta to zabawki... Co o tym myślicie?" - napisano pod zdjęciem. Fotografie wywołały fale dziesiątek, bardzo krytycznych komentarzy. "Uczmy kochać, troszczyć się o zwierzęta i je szanować. Malowanie zwierząt, uczy przedmiotowego ich traktowania! Przykre!!!" – to tylko jedna z łagodniejszych opinii. "To jednak prawda, że nie wszyscy powinni mieć dzieci i zwierzęta" - ostro skomentowała jedna z internautek. Ale były też głosy w obronie hotelu i całej inicjatywy. "Dzieciakom też malujecie buziaki na imprezach. Dajcie spokój. Zwierzakom krzywda się nie dzieje. Ciekawe ilu z Was przyjechało się końmi na Morskie Oko" – komentowano. "Trochę się na koniach znam i też uważam, że krzywda się im nie dzieje. Na zdjęciach wyglądają spokojnie" – napisała jedna z kobiet. "Myślę, że jeśli były to farby specjalne do malowania po skórze, to nikomu się krzywda nie dzieje" – analizowano. "Dzieciom maluje się twarze jak tego CHCĄ. Jeszcze nie widziałam by ktoś to robił dziecku na siłę. Dziecko nie chce, to się tego nie robi. A inne zwierzę stoi i nie ma jak się obronić" – odpowiadała inna kobieta. Hotel: "zabawa była niefortunna" Po burzy w mediach społecznościowych hotel wyraził skruchę i opublikował na facebookowym profilu oświadczenie. "W naszych zamiarach nigdy nie leżało złe traktowanie zwierząt" – napisał w internecie. Podkreślono, że hotel jest przyjazny zwierzętom, ale "zabawa była niefortunna". "Zawsze też staramy się edukować naszych młodych gości i pokazywać, że jesteśmy hotelem przyjaznym zwierzakom. Tym bardziej jest nam bardzo przykro, że ta niefortunna +zabawa+ się odbyła" - napisano. Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu także byliśmy świadkami niewłaściwego obchodzenia się dzieci ze zwierzętami. W internecie pewna kobieta zamieściła filmik, na którym było widać, jak jej córeczka rzuca królikami. Rodzice uznali, że to świetna zabawa. Na szczęście sprawa zajęło się Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i opiekunowie usłyszeli zarzut znęcania się nad zwierzętami. Psycholodzy podkreślają, że kontakt dziecka ze zwierzakiem może czynić wiele dobrego - może nauczyć dziecko odpowiedzialności, wrażliwości, opiekuńczości, cierpliwości, empatii i systematyczności. Zobacz też: Wielkie poszukiwania dziecka z okładki! Ale takie bulwersujące historie pokazują, że wielu dorosłych nie zdaje sobie sprawy z tego, że zwierzę nie jest zabawką. A to od nich zależy, czy dziecko będzie umiało właściwie obchodzić się ze zwierzęciem i nauczy się, że to żywa istota, która czuje i potrzebuje naszej delikatności. A wy jak oceniacie to, w jaki sposób potraktowano zwierzęta podczas imprezy z okazji Dnia Dziecka? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach. Źródło: onet dziecko Zobacz też: Są zwierzęta bezpieczne dla alergika! Malujemy buzię - Żyrafa krok po kroku Dzieciaki potrzebują przyrody – mówi Włodek Dembowski „Paprodziad" Ta przykra sytuacja miała miejsce na tatrzańskim szlaku. Furman wcale nie przejął się upadkiem konia w drodze nad Morskie Oko. Jak wynika z relacji świadka: "po tym jak koń wstał, furman załadował wóz turystami i pojechał dalej". Sprawą zajęli się obrońcy zwierząt. Dramat koni nad Morskim Okiem nadal trwa. Na facebookowej stronie „Kampania przeciwko transportowi i ubojowi koni” został opublikowany post z opisem dramatycznej sytuacji z udziałem koni, która miała miejsce w drodze do Morskiego Oka. „Z relacji świadka wypadku wynika, że miał on miejsce 26 grudnia 2017 roku, w drugi dzień świąt. Furman nie dość, że nie powiadomił Tatrzańskiego Parku Narodowego o przewróceniu się konia, to po tym jak koń wstał – załadował wóz turystami i pojechał dalej!!!” – czytamy na Facebooku. Wniosek z prośbą o wyjaśnienie sprawy trafił do Tatrzańskiego Parku Narodowego, którego pracownicy nie wiedzieli o wypadku konia ciągnącego po śniegu ciężkie sanie. Aby zapobiec podobnym sytuacjom, rozpoczęto zbieranie podpisów pod petycją. Sytuacja zwierząt wykorzystywanych do przewożenia turystów nad Morskie Oko była podobna latem. Wówczas konie przewożące dorożki z turystami musiały pracować w upale przekraczającym 30 stopni . Olfaktoria, blogerka, którą na YouTube śledzi ponad 120 tysięcy osób, znów na celowniku. Kilkanaście dni temu pochwaliła się, że nad Morskie Oko wjechała bryczką. Teraz grozi jej nawet 20 tysięcy kary za filmowanie w Tatrach przy użyciu drona. Blogerka Olfaktoria znów znalazła się na celowniku. Tym razem nie chodzi już o hejt ze strony internautów, z którym gwiazda musiała borykać się kilkanaście dni temu (przypomnijmy: na Instagramie poinformowała, że na Morskie Oko wjechała bryczką. Naraziła się tym osobom, zdaniem których wykorzystywanie zwierząt jest niedopuszczalne – a z tym przecież mamy do czynienia w Zakopanem). Prawdopodobnie to właśnie jej radosna deklaracja o bryczce sprawiła, że blogerka zwróciła uwagę fundacji Viva!.Olfaktoria może zapłacić karę 20 tysięcy złotychNa Faceboku „Kampanii przeciwko transportowi i ubojowi koni” pojawił się post, w którym organizacja informuje blogerkę, że „filmowanie w celach zarobkowych w Tatrach jest zgodnie z ustawą o ochronie przyrody odpłatne i wymaga wydania pisemnej zgody przez dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz uiszczenia opłat za to filmowanie”. Dalej fundacja wyjaśnia, że „Olfaktoria oprócz tego, że przewiozła się do Morskiego Oka na cierpieniu zwierząt – opublikowała z tego faktu i dalej z »wyprawy« na Rysy video w portalu YT z zaszytymi w filmie reklamami”. Oznacza to, że Straż Tatrzańskiego Parku Narodowego może w tej sprawie, podobnie jak w wielu innych, wystąpić o jej ukaranie.„Kampania” skrupulatnie wylicza blogerce, z jakimi opłatami może się spotkać w związku z tym, iż filmowała Tatry oraz że filmowała je przy użyciu drona, co wiąże się z oddzielną Tatry dronem bez zezwolenia„Podsumujmy (Zarządzenie nr 19/2017 z 16 VIII 2017 r. w sprawie opłat za udostępnienie Tatrzańskiego Parku Narodowego): Opłata za realizację komercyjnych zdjęć filmowych ze szlaku turystycznego – 10 000 zł; Użycie modeli latających – opłatę podstawową podwyższa się o 10 000 zł; Ewentualna kara za filmowanie bez zgody TPN i złamanie przepisów ustawy o ochronie przyrody; Ewentualna kara za złamanie prawa lotniczego” – wymienia dotąd Olfaktoria nie ustosunkowała się do tego posta. „Kampania” w jednym z komentarzy do internautów przyznaje jednak, że blogerka już ich zablokowała. Zdaje się więc, że nie ma sobie nic do dodaje organizacja, „sprawa została przekazana do Straży Parku TPN, która będzie wyjaśniała tę sytuację”. Czekamy na rozwój Czy marszałek Piłsudski zjadłby swoją Kasztankę? Czy Polacy nie mogą żyć bez koniny? Czy polskie konie muszą kończyć w rzeźniach, pod warunkiem, że najpierw przeżyją transport? NIE! Z takim hasłem wyszli w czwartek na ulice Warszawy uczestnicy demonstracji przeciwko masowemu ubojowi koni. Nie skończyło się tylko na wykrzykiwaniu haseł i dźwiganiu transparentów. Punktem kulminacyjnym było przekazanie posłom 180 tys. podpisów pod petycją o wprowadzenie do polskiego prawa nowego statusu konia - już nie zwierzęcia rzeźnego, ale zwierzęcia towarzyszącego człowiekowi jak pies czy kot, takiego, którego nie zabija się, kiedy się zestarzeje i nie można już na nim zarabiać. Zobacz spot kampanii przeciwko zabijaniu i transportowi roku wywozi się z Polski na rzeź około 34 tysięcy koni. Mięsem z polskich Kasztanek zajadają się głównie Włosi - to do nich trafia ponad 31 tysięcy koni z transportów śmierci. W czasach I Rzeczpospolitej właściciel, który wysłałby swojego konia na rzeź za granicę, zapłaciłby za to własną głową. Teraz grozi mu tylko zysk - średnio 3-4 tys. złotych. W sieci krążą setki filmików, na których można obejrzeć, jak wygląda ostatnia końska droga. Usłyszeć, jak płaczą konie. Bo płaczą. "Koń obrońcą ojczyzny i wiernym towarzyszem broni" - tak zaczyna się większość historii polskich pułków strzelców konnych - jednej z najpiękniejszych kart w polskiej historii. CZYTAJ TEŻ:KTO ZAWINIŁ, ŻE KONIE BYŁY GŁODZONE?- Żaden ułan, ani nikt, kto szanuje tradycje kawaleryjskie nie zje w życiu koniny - mówi Roman Kusz, rotmistrz Ochotniczego Reprezentacyjnego Oddziału Ułanów Miasta Poznania w Barwach 15. Pułku Ułanów Poznańskich. - To tak, jakby zjadł swojego towarzysza, druha. Nie tylko go nie zje, ale będzie również się starał zapewnić swojemu przyjacielowi dożywotnią emeryturę na zielonej trawce. Ułański honor należy jednak w Polsce do rzadkości - powszechnie obowiązującym standardem w stadninach, ośrodkach jeździeckich i gospodarstwach jest rzeźnia. - Jako Polacy na każdym kroku podkreślamy naszą miłość, uwielbienie i przywiązanie do koni, a z drugiej strony bez mrugnięcia oka skazujemy je na rzeź - mówi Scarlett Szyłogalis z Fundacji Tara - Schronisko dla Koni. - W sprawie koni cierpimy jako naród na swoistą schizofrenię. A przecież konie trzymamy nie tylko dla ozdoby, żeby napawać się ich pięknem. ZOBACZ :OBROŃCY ZWIERZĄT ODEBRALI 80 KONIWiele z nich pracuje dla swoich właścicieli, utrzymuje ich. Dlaczego na starość te role nie miałyby się odwrócić?To właśnie prowadzona przez nią Fundacja wykupiła w ciągu kilkunastu lat prawie pół tysiąca koni ratując je przed rzeźnią. W schronisku pod Wrocławiem spokojnie dożywają swoich ostatnich dni. Ich śmierć nie jest pełnym przerażenia Kusz w swoim gospodarstwie ma 20 koni. Zawsze był wśród nich jakiś "emeryt". - Trudno jednak przy dużej hodowli zapewnić emeryturę więcej niż pięciu koniom - mówi Roman Kusz. - Miesięczny koszt utrzymania konia to 500-800 złotych. Dobrze by się stało, gdyby konie nie musiały trafiać do rzeźni, bo nie zasłużyły sobie na to, ale jeżeli nie do rzeźni, to gdzie? Czy będą masowo usypiane przez hodowców, których nie będzie stać na zapewnienie im emerytury? Czy to nie będzie to samo zło, tylko mniejsze, bo kosztem mniejszego cierpienia?- Nie musimy zamieniać rzeźni na usypianie zwierząt, którym poza wiekiem nic nie dolega - mówi Scarlett Szyłogalis. - Te pieniądze, które wydajemy teraz na wykupywanie koni z transportów moglibyśmy przeznaczyć na ich utrzymanie. Podobnych do "Tary" fundacji jest zresztą w Polsce więcej. Każda z nich działa na podobnych zasadach: wykupuje konie przeznaczone na rzeź i utrzymuje w swoich schroniskach. Końskie historie są podobne do siebie: kiedy były w stanie pracować, mogły liczyć na karmę, stajnię i weterynarza. Potem nie dostawały już niczego, oprócz bólu - do schronisk trafiały często schorowane, okrutnie poranione i kalekie. W tym, że ich historie kończą się jednak happy endem, mają swój udział uczniowie z Gimnazjum nr 5 w Pile, którzy co miesiąc zbierają pieniądze na utrzymanie w schronisku "Przystań Ocalenie" dwóch starych koni - "Ptysi" i "Tęczy". Pomagają, bo ich zdaniem, nie powinno się dobijać się koni. Zwłaszcza starych koni.